Tak istnieje.
Oto sobie jesteś. Ale nikomu nie potrzebny.
Takie odczucie nie pojawia się łatwo. Niestety...
Wszystko rujnuje się stopniowo. Słowo za słowem. Pogląd za poglądem. Ale otacza cię - w jednej chwili! Ładnie.
Wczoraj u ciebie jeszcze byli przyjaciele, towarzysze, bliscy ludzie. A dziś zostały te, spotkania z osobami których unikasz, przechodząc na inną stronę ulicy. A dlaczego? Bo kogoś może drażnić, że ty jesteś taki sobie. Niepoprawnie mówisz. Ubierasz się dziwnie. Niepoprawnie patrzysz. Nie wpisujesz się do jakichś ramek!
Tak istnieje.
I czym więcej myślisz się o tym – tym więcej zaplątujesz się w labiryncie własnych opinii.
U mnie ich mnóstwo. Mnóstwo ludzi, którym sucho mówię «cześć», i mnóstwo myśli, które mówią «cześć» mi! I jakby mocno nie starałabym się ich uniknąć – one mimo wszystko powracają do mnie!
Efekt bumeranga!
Jakbyś mocno nie rzucił jego w dal, grzmotnie cię w grzbiet. Jakoś tak.
Tak istnieje.
Komuś znajome odczucie zależności? Zależność od kogoś, od czegoś, od okoliczności. Przyjaźń z tym, z kim powiązały okoliczności, a nie wspólne poglądy na jakieś rzeczy, wewnętrzny bluetooth, być może. Kiedy miałam 5 lat, poprosiłam mamę żeby zaznajomiła mnie z dziewczynką, która przypodobała mi się. I od pierwszego spojrzenia wiedziałam, że zmożemy pokojowo podzielić jedną lalę na dwie. Nadal tak potrafimy. W dobrym znaczeniu tego słowa.
A kiedy inaczej? Ktoś mówi: tak powinien być! Zgadzasz się, bo nie ma innego wyjścia. Szukasz jakiś pozytywów. To nawet zaczyna się podobać. Dopóki nie pojawiają się myśli. Brudne, zawiłe, zakręcone, i Nikomu nie zrozumiałe myśli! Skąd oni biorą się?! Nie rozumiem. Wtedy wszystko zmienia się. Starasz się odejść od człowieka na odległości wyciągniętej ręki.
Tak istnieje.
Siadujesz sobie w ciemnym pokoju, z muzyką Pattisona w odtwarzaczu. I tak ci dobrze. Przytulają się do ciepłej kołdry nogi, duża poduszka za grzbietem, ciepła herbata. I zdaje się, że schować się od problemów tak lekko. Oto tylko wyłączyć jasno i nacisnąć przecisk play - i wszystko. Całe niepożądane zostało za drzwiami. To wszystko oszustwo. Ale, niekiedy, on mi pomaga. Na kilka godzin zbiegam od własnych opinii. Wychodzisz z labiryntu drobnych problemów. Siedzę z muzyką i wszystko. Ranek jest nie taki straszny, jak zdawało się...
To cieszy.
I wiesz, że teraz pojawią się niepożądani ludzie. Ludziska. I będzie chciało się uciec daleko-daleko. Albo, jak minimum, przejść na inny bok ulicy, udając, że ich nie widzisz. Albo samemu zostać niewidzialnym. Ale znów wyduszasz z siebie suche «cześć». Tak powinno być. Ktoś zdecydował to za nas.
Czy poprawnie postawić wszystko na swoje miejsca?! Czy lepiej postawić wszystkie ciapki nad «i» ?! Nie znam. Wszystko zależy od Ciebie! Kiedyś usłyszałam: «lepiej Ty, aniżeli Ciebie». To robi nadzieję. Ale istnieje, że taka zasada nie tylko w ciebie...
I wszystko.
Tak istnieje.
Oto sobie jesteś. Ale nikomu nie potrzebny.
Takie odczucie nie pojawia się łatwo. Niestety...
Wszystko rujnuje się stopniowo. Słowo za słowem. Pogląd za poglądem. Ale otacza cię - w jednej chwili! Ładnie.
Wczoraj u ciebie jeszcze byli przyjaciele, towarzysze, bliscy ludzie. A dziś zostały te, spotkania z osobami których unikasz, przechodząc na inną stronę ulicy. A dlaczego? Bo kogoś może drażnić, że ty jesteś taki sobie. Niepoprawnie mówisz. Ubierasz się dziwnie. Niepoprawnie patrzysz. Nie wpisujesz się do jakichś ramek!
Tak istnieje.
I czym więcej myślisz się o tym – tym więcej zaplątujesz się w labiryncie własnych opinii.
U mnie ich mnóstwo. Mnóstwo ludzi, którym sucho mówię «cześć», i mnóstwo myśli, które mówią «cześć» mi! I jakby mocno nie starałabym się ich uniknąć – one mimo wszystko powracają do mnie!
Efekt bumeranga!
Jakbyś mocno nie rzucił jego w dal, grzmotnie cię w grzbiet. Jakoś tak.
Tak istnieje.
Komuś znajome odczucie zależności? Zależność od kogoś, od czegoś, od okoliczności. Przyjaźń z tym, z kim powiązały okoliczności, a nie wspólne poglądy na jakieś rzeczy, wewnętrzny bluetooth, być może. Kiedy miałam 5 lat, poprosiłam mamę żeby zaznajomiła mnie z dziewczynką, która przypodobała mi się. I od pierwszego spojrzenia wiedziałam, że zmożemy pokojowo podzielić jedną lalę na dwie. Nadal tak potrafimy. W dobrym znaczeniu tego słowa.
A kiedy inaczej? Ktoś mówi: tak powinien być! Zgadzasz się, bo nie ma innego wyjścia. Szukasz jakiś pozytywów. To nawet zaczyna się podobać. Dopóki nie pojawiają się myśli. Brudne, zawiłe, zakręcone, i Nikomu nie zrozumiałe myśli! Skąd oni biorą się?! Nie rozumiem. Wtedy wszystko zmienia się. Starasz się odejść od człowieka na odległości wyciągniętej ręki.
Tak istnieje.
Siadujesz sobie w ciemnym pokoju, z muzyką Pattisona w odtwarzaczu. I tak ci dobrze. Przytulają się do ciepłej kołdry nogi, duża poduszka za grzbietem, ciepła herbata. I zdaje się, że schować się od problemów tak lekko. Oto tylko wyłączyć jasno i nacisnąć przecisk play - i wszystko. Całe niepożądane zostało za drzwiami. To wszystko oszustwo. Ale, niekiedy, on mi pomaga. Na kilka godzin zbiegam od własnych opinii. Wychodzisz z labiryntu drobnych problemów. Siedzę z muzyką i wszystko. Ranek jest nie taki straszny, jak zdawało się...
To cieszy.
I wiesz, że teraz pojawią się niepożądani ludzie. Ludziska. I będzie chciało się uciec daleko-daleko. Albo, jak minimum, przejść na inny bok ulicy, udając, że ich nie widzisz. Albo samemu zostać niewidzialnym. Ale znów wyduszasz z siebie suche «cześć». Tak powinno być. Ktoś zdecydował to za nas.
Czy poprawnie postawić wszystko na swoje miejsca?! Czy lepiej postawić wszystkie ciapki nad «i» ?! Nie znam. Wszystko zależy od Ciebie! Kiedyś usłyszałam: «lepiej Ty, aniżeli Ciebie». To robi nadzieję. Ale istnieje, że taka zasada nie tylko w ciebie...
I wszystko.
Tak istnieje.
Немає коментарів:
Дописати коментар