wellcome :)

понеділок, 7 березня 2011 р.

Megapolis...


Megapolis.
Idziesz długą ulicą w objęciach luksusowych butików. Śpieszysz się od dźwięku pobliskich gorących silników. Trzy. Dwa. Jeden... Zielone światło. Ktoś leci na spotkanie marzenia.
Nie pośpieszam.
Liczę jezdnię pod swoimi zielonymi trampkami. Podnoszę wzrok i widzę tysiące takich samych jak ja, którzy idą w nieznanym mi kierunku.
... Setki kurtek, płaszczy i miliony par obuwia. To jedyne, na co zwracasz uwagę. Czasami pamiętasz jakieś oblicze. Ale to tylko na jakąś małą sekundę. Wszyscy oni, jak i ty, są szarą cząsteczką ulicy. Każdy nosi swoje problemy, swoje przeżycia. Niekiedy radość. Jeszcze płynne szczęście.
To obojętne.
Ich nie znam.
Nigdy nie dowiaduję się z kim pracuje ten pan z dużą dyplomantką. Albo i zdziwaczała kobieta w żółtych pończochach. Nie dowiaduję  się imienia jej męża, ile  ma dzieci, i jaką skończyła szkołę. Jedyne co widzę, to jej termojądrowe żółte pończochy.
Zapamiętam ją.
Mój świat moja muzyka!
Jedyne czego jestem teraz pewna- melodii, że brzmi w mojej głowie. Ubieram nauszniki i wszystko. Odczuwam siebie jako Alicję w kraju cudów. Mogę tylko wyobrażać sobie życie nieznajomych dookoła mnie. Wymyślać im imiona. Tworzyć ich losy.
Trzymam ręce w kieszeniach, wybijam palcami rytm. Jak mi dobrze! Nie chcę dowiadywać się prawdę o nowych obliczach. Mój świat we mnie. W muzyce.
 Ona.
Ona zawsze ze mną. Jedyny przycisk - PLAY, i znów liczę jezdnię pod zielonymi trampkami. Znów mnie pochłania euforia. Piosenka zastępuje piosenkę. Nie irytuję się w oczekiwaniu zielonego światła. Nie słucham gruchot motorów.  Nie myślę o problemach kobiety w żółtych pończochach. Ulica wszystkich nas zrównała. Nie ma szefów czy sprzątaczek. Jest chodząca odzież.
 Mój świat - moja muzyka!

Немає коментарів:

Дописати коментар