Miłość pachnie pomarańczami.
Czy u was tak bywało? Przekonałam się.
Lubię asocjacje. To coś podobnego do studiowania nowego języka. Żeby łatwiej było zapamiętać nieznajome słowo, mocno zakrywam oczy, i wyobrażam sobie jakiś przedmiot, który przypominał by mi to, co staram się zapamiętać. To wesołe. Wszyscy korzystamy z asocjacji. Wszyscy!
Na przykład: u każdego na lodówce wiszą magnesy z różnymi inskrypcjami: Kair, Stambuł, Paryż czy Rzym. A wszystko dlaczego? Nie tylko po to, żeby przyglądać się im dopóki gorące kanapki przygotują się w kuchence mikrofalowej, i tym samym zabić czas, przestawiając ich z miejsca na miejsce. Dla mnie – to pamięć. To wzmianka o tym, jak pachniało morze i piasek w tym kraju. Jak pachniało moje lato. Albo zima. Albo inna pora roku.
To asocjacja.
Ktoś może być niezgodnym. To wasze prawo! Moja miłość – duży pomarańczowy owoc. Sobie tak wymyśliłam. Gdzie bym nie była, co bym nie robiła – napomknę sobie Jego, przypomnę – i okrywa mnie zapach pomarańczy. Albo odwrotnie: stoję w objęciach Miłości – i wspominam smak ulubionego owocu!
To asocjacja.
Moje dzieciństwo koloru mątwi. Zobaczę ją – i uśmiechnę się. Wspominam kolorowe suknie, dużego niedźwiedzia, który zawsze bronił mojego snu. Albo patrzę na dziecięce zdjęcia, i przed oczyma widzę 7 jaskrawych prążków. Gra rozsądku.
Moja miłość oranżowego koloru.
Bez różowych serc, serpentyny i wanilii. Ona pachnie po innemu. I na smak jakaś nie taka.
Nie. Tam nie ma nic szczególnego. Wszystko zwykle. Pomarańcza. Bez żadnych dokładek, aromatyzatorów i pobocznych efektów.
Prosto owoc, od którego stajesz się zależnym.
Moja miłość pachnie pomarańczami.
Gra rozsądku.
Asocjacja.
(:


Немає коментарів:
Дописати коментар